Ciągle chcemy szybszych koni?
2014-03-17|Wydarzenia|Komentarze: 17
Parafrazując słowa Forda, właśnie teraz jesteśmy w tym momencie w którym zapytani o nasze oczekiwania co do auta powiedzielibyśmy, że chcemy takie które trochę mniej pali, trochę lepieje przyspiesza, jest bardziej wyciszone, ma szybszą i łagodniejszą automatyczną skrzynię biegów (albo jeszcze precyzyjniejszą manualną) i kosztuje niewiele. Chcemy więc dokładnie tego czego chcieli ludzie sprzed stu lat czyli jeszcze szybszych koni które pociągną nasz wóz. A najlepiej to cztery takie konie w zaprzęgu! Zamiast chcieć po prostu czegoś zupełnie nowego, czegoś co nie będzie wypudrowanym trupem z silnikiem spalinowym, zamiast... auta elektrycznego.
Gdybym na początku swojej kariery jako przedsiębiorcy zapytał klientów, czego chcą, wszyscy byliby zgodni: chcemy szybszych koni. Więc ich nie pytałem. Henry Ford.
Nie macie wrażenia, że silniki spalinowe skończyły się Kill*em All, że kolejne turbosprężarki, bezpośrednie wtryski, common rail z ciśnieniami nie do ogarnięcia przez umysł przeciętnego użytkownika, czy nawet mój ulubiony s-tronic przerzucający biegi w czasie mrugnięcia powieką to reanimacja trupa która i tak skazana jest na porażkę?
Czy myśląc o aucie nie powinnyśmy chcieć takiego które przyspieszać będzie w 5 sek. do... 200 km/h, będzie miało zasięg 5 tys. km, tankowanie do pełna będzie kosztowało 2 złote i trwało minutę, i w ogóle nie będzie miało takich prowizorycznych rozwiązań jak skrzynia biegów, sprzęgło czy wały napędowe z mechanizmami różnicowymi? hamulce ryjące klockami po tarczach też już trącą myszką.
Dzisiejsze auta z silnikami spalinowymi na nic takiego nie pozwalają a to na co pozwalają potrafi określić już dziecko w podstawówce. Jeżeli dzisiaj jakieś auto spala średnio 5 litrów i przyspiesza w 10 sekund to w kolejnej swojej generacji będzie spalało jeden litr mniej i przyspieszało o sekundę szybciej. W kolejnej generacji znowu z tego spalania urwie się kawałek litra, z przyspieszania kawałek sekundy, międzyczasie wstawi lepszą skrzynię biegów i aluminiową maskę. Dekady lecą a dalej jest to samo co przed laty.
Auta elektryczne to jest to czego powinniśmy chcieć, co zrobi różnicę, co nie ma takich topornych ograniczeń jak auta z silnikami spalinowymi. Oczywiście nie te dzisiejsze elektryki które w większości przypadków oferują dokładnie tyle samo co pierwsze automobile i przegrywające pod każdym względem z wypoczętym i silnym koniem... ale do czasu. Wtedy będą się śmiać z naszej dzisiejszej krótkowzroczności tak samo jak my teraz śmiejemy się z tych szybszych koni sprzed wieku.
Dźwięk silnika, wrażenia z jazdy, zapach benzyny? Sto lat temu też byli obrońcy naturalnego zapachu zadu konia, obcowania przez to z naturą, trzymania równowagi na wybojach. A siedzenie w wygodnym fotelu z zamkniętym nadwoziu z radiem i klimą automatyczną ;) było odpowiednie tylko dla bab.
Mając ciągle spalinowy umysł i widząc w jednym miejscu tyle kabli ile widziałem podczas tegorocznych targów w Genewie jeszcze napiszę tak... elektryczna zaraza opanowuje świat... ale jak najbardziej tej zarazie kibicuję i jak tylko stanie się konkurencyjna i będzie taka możliwość to przesiądę się do auta elektrycznego. Wtedy moje 2.0 TFSI z mechanicznym quattro i s-tronic schowam do garażu który będzie opuszczać tylko na zloty klasyków ;)
Najmocniejsza Tesla Model S już dzisiaj przyspiesza w około 5 sekund i ma zasięg prawie 500 km. Może już jutro przejedzie 5 tys. km i przyspieszy też w 5 sek. ale do 200 km/h.
Pozostałe dzisiejsze, jeżdżące i 100-procentowe elektryki mają już "tradycyjne" osiągi. BMW i3 z silnikiem o mocy 170 KM ma zasięg do 160 km.
Renault ZOE jest pod tym względem taki sam, tj. ma przejechać 200 km.
McLaren P1 to co prawda hybryda z ogromną przewagą napędu spalinowego ale pewnie z czasem proporcje będą się zmieniać. Silnik elektryczny sam w sobie nie jest słaby bo ma moc 176 KM ale przy 20 km zasięgu i w zestawianiu z V8 o mocy 727 KM trudno nie oprzeć się wrażeniu, że na razie jest tylko lajfstajlową przystawką która niewiele pomaga a może się tylko popsuć.
Pewnie żaden z kupujących McLarena P1 nawet nie zwróci uwagi na elektryczny dodatek w tym aucie ale w przypadku BMW i8 będzie już musiał bo na pewno nie zainteresuje go trzycylindrowe 1,5 turbo o mocy 231 KM. W proporcjach silnik elektryczny z mocą 131 KM wygląda już lepiej ale w praktyce zasięg też jest tylko symboliczny bo 37-kilometrowy.
Audi A3 e-tron to też hybryda, elektryczne 101 KM i spalinowe 148 KM z 1,4 turbo (klasyczne R4 a nie żadne tam R3 jak w przypadku BMW ;)
Mitsubishi Concept GC-PHEV to kolejna hybryda z 3.0-litrowym doładowanym V6 i niewielkim silniku elektrycznym 95 KM ale z możliwością ładowania akumulatorów z zewnętrznego źródła (PHEV). Hybrydy to nawet nie półśrodek, co najwyżej "ćwierćśrodek" i szybko wymrą.
Honda FCEV Concept to trochę inna para kaloszy bo auto z ogniwami paliwowymi (wodór) ale tak samo jak auta typowo elektryczne ma jakieś możliwości rozwoju, w przeciwieństwie do chylący się ku upadkowi silników spalinowych.
Tyle moich zdjęć. Było oczywiście sto innych aut ale nie wiem dlaczego nie mam ich na kracie.
Czytaj także
Komentarze (17) skocz na koniec
na dziś nie mamy realnej alternatywy do codziennego użytku. Obecnie elektryki to za duże koszty i braki w infrastrukturze.
sam preferuję benzynę, rozsądek podpowiedział diesel*a i to jest moment gdy marzenia są masakrowane przez rzeczywistość...
Ten tekst mnie rozbroił :D Z innego poletka, acz w którym postęp już nastąpił, to fotografia - przejście z analogowej kliszy na cyfrową kartę pamięci wielkości znaczka pocztowego. I jakoś nikt nie narzeka, nawet zawodowcy doceniają nową jakość (choć ich sprzęt kosztuje jednak już ciut więcej niż zwykła cyfrówka...) Oczywiście można jeszcze spotkać malkontentów twierdzących, że analog to analog, większy zakres tonalny, lepsze kolory, (bliższe) obcowanie ze sprzętem... brzmi znajomo, nie? :)
http://www.youtube.com/watch?v=aZNlG4V4Pl8
Tesla S na żywo robi naprawdę bardzo przyzwoite wrażenie...gdyby nie ten czas ładowania. Pełny bak w swoim aucie osiągam w 2 minuty i daje mi to zasięg 1000km. Tesla S ładuje się na szybkiej ładowarce godzinę a zasięg to około 400 km. Tak naj napisałeś, silnik spalinowy jako technologia zdążył się już rozwinąć a auta elektryczne dopiero zaczynają swoją drogę.
A tak poważniej to myślę, że 2.0 turbo stanie się takim uniwersalnym silnikiem, będzie to bazowa pojemność z której będzie uzyskiwana dowolna moc i takie silniki będą montowane też do np. super-aut ;) przy czym też razem z elektrycznymi.
1.0-1.2 to będą takie codzienne silniki, 1.6 to już szybkie auta drogowe a 2.0 to już łaaał, jest moc, ale jazda, walnę sobie na tapetę pulpitu :)
ps. nie sugerowałem, że inni jej chcą tylko, że właśnie jej nie chcą co moim zdaniem jest błędnym nie-chceniem ;) ja się nią nie podniecam ale wiem, że silniki spalinowe już dawno się skończyły, teraz jedynie wydusza się z nich ostatnie soki, eksploatuje ile się da zanim odstawi na bok gdy w końcu wejdą silniki elektryczne...
A mnie ta zaraz brzydzi. Nie chcę coraz szybszego auta, coraz wydajniejszego, wygodnego i cichego zarazem. Po co?
Normalny facet chce słyszeć silnik spalinowy, chce słyszeć wycie skrzyni i dyfrów, szum opon i pisk klocków hamulcowych. Bo jeśli nazywa się fanem motoryzacji a tego nie chce to cóż... (dżender bez dżonder) :)
Czy to się nam podoba czy nie rozwój motoryzacji dąży do wizji przedstawionej np. w filmie *Ja Robot* lub *Raport Mniejszości* - w imię ekologii, wygody i poprawy bezpieczeństwa. Dla miłośników zapachu końskich zadów, pardon - zapachu spalin - pozostanie tor wyścigowy który będzie spełniać funkcję jaką obecnie mają hipodromy :P
https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=AypLHoX2iNk#t=92 - wystrzał prawie jak z katapulty :)
http://www.tvnturbo.pl/aktualnosci,1850,n/adam-kornacki-testuje-tesle-roadster,59774.html - GT-R w przyspieszeniu 0-120km/h nie miał szans.